- Nocturne Overnight Mineral Treatment (coś jak NTBT z EGM, tylko większe i droższe
). Nie testowałam wcześniej, tylko zakupiłam duże pudło... zobaczymy, co z tego wyniknie
. Cena 28 $
- Eye & Lip Primer - baza pod cienie i pod pomadki. Cena 9,99$. Po testach stwierdzam, że jest to dla mnie doskonały zamiennik dla mojej ulubionej dotychczas bazy pod cienie Lumene. Lumene używam od kilku lat i zawsze pokornie do niej wracałam po nieudanych próbach znalezienia czegoś, co spisywałoby się lepiej niż ona. Wydawało mi się, że już do końca życia będę skazana na nią. Okazuje się jednak, że nie :)
Jeżeli chodzi o trwałość cieni - nie mam do niej absolutnie żadnych zastrzeżeń. Makijaż oka zrobiony o 5-tej rano przetrwał prawie w niezmienionym stanie do wieczornego demakijażu. Pod wieczór kolory straciły na intensywności, ale nie zauważyłam żadnego wałkowania się cieni czy rozmazywania.
Nie podbija w żaden sposób ani nie intensyfikuje barw cieni, ale nie oczekiwałam tego od niej, więc tutaj nie mogę jej nic zarzucić.
Z wydajnością również nie będzie chyba najgorzej, bo nie wystarczy odrobina, by rozprowadzić ją na całej powiece. Co prawda nie jestem zwolenniczką tej formy bazy i raczej wolę te tubkowe, ze względów higienicznych i ekonomicznych (mam wrażenie, że pudełeczkowe przy ciągłym otwieraniu mogą po prostu wysychać, tak jak miałam w przypadku Artdeco), ale nie narzekam.
Mam też wrażenie, że nie będzie wysuszała skóry powiek, ale tutaj bedę się mogła wypowiedzieć za jakiś czas, bo w tej chwili na takie opinie jeszcze zbyt wcześnie.
Plusy:
- wydajność
- łatwość nakładania
- przedłużanie trwałości cieni, brak ich rolowania się i znikania z powieki
- estetyczny słoiczek
- cena (w promocji ok. 23 zł, czyli znacznie mniej niż Lumene, Artdeco, nie wspominając o Beneficie, UDPP, czy MAC-u)
- słoiczek, a nie tubka
- więcej na dzisiaj nie dostrzegam
- Cream Lash Thickener & Conditioner - baza pogrubiająca pod tusz i odżywka do rzęs - to przez Pranie, bo tak ją zachwalała, że nie mogłam się oprzeć
Cena regularna 8,95$ (w promocji, na którą się nie załapałam, bo się pospieszyłam - 6,71$)
Do rzeczy - baza ma postać białego kremu, który pokrywa rzęsy dość równomiernie. Po nałożeniu tuszu są one nadal miękkie, ale jednocześnie wyraźnie pogrubione i leciutko wydłużone.
W moim przypadku nie skleja w ogóle rzęs, ale spotkałam się z opinią, ze może to robić. U mnie nic takiego nie zaobserwowałam. Tusz na bazie wygląda o niebo lepiej i nie ma mowy o żadnych sztywnych sterczących patyczkach zamiast rzęs, jak to ma często miejsce w przypadku innych baz pod tusz (np. L'oreala .. brrr). Efekt pogrubienia nie jest mega spektakularny i raczej nie należy odczekiwać efektu sztucznych rzęs, ale jest widoczny i dla mnie w zupełności wystarczający. Choć fanki "dramatic look" mogą być nieco rozczarowane. Baza tego nie zapewnia.
Jeżeli uda mi się znaleźć wolny dzień, to postaram się wkleić zdjęcia z rzęsami pomalowanymi tuszem na bazie i bez.
Zdecydowanie dobry zakup w moim przypadku :)
Plusy:
- cena (niecałe 30 zł, a w promocji jeszcze taniej). Dzięki tej bazie nie muszę już szukać idealnego tuszu dla mnie, ktory by pogrubiał i jednocześnie dawał dość intensywny, ale jednocześnie w miarę naturalny look :) Na tej bazie wszystkie tusze, jakie testowałam wygladają dobrze.
- pogrubienie rzęs bez efektu ich obklejenia i ciężkości
- biała warstwa nie przebija spod tuszu, bez problemu udaje się ją równomiernie pokryć
- brak sztywności rzęs - są naprawdę miękkie
- żadnego osypywania się i kruszenia się tuszu, nawet po długim dniu
- nie rozmazuje tuszu ani nic z tych rzeczy :)
- w miarę estetyczne opakowanie, dość solidny pojemniczek z bazą, przyzwoita szczoteczka, pełna lista składników na opakowaniu
- brak podanego terminu ważności
- lekko wydłuża rzęsy, czego nie lubię, bo w moim przypadku wydłużenie rzęs powoduje, że dotykają one do szkieł w okularach :D
- nie na wszystkich tuszach baza wygląda jednakowo dobrze (nie lubi się na moich rzęsach z tuszem Iconic - rzęsy nie wyglądają naturanie)
- malując kilka osób zaobserwowałam, że zdarzyło się, iż baza skleiła rzęsy. Nie mam pojęcia, od czego to zależy (od grubości, gęstości, rodzaju rzęs?). Zdarzyło się to jednak tylko raz na kilka osób, na których "testowałam"

- jest bardzo wydajna. Używana u mnie dość intensywnie, a ubytku nie widać najmniejszego nawet.
- probka Metamorphosis Finishing Powder, czyli coś, co ma redukować zaczerwienienia i dawać efekt porcelanowej cery
Tu się powstrzymałam przed zakupem w ciemno dużego pudełka i wzięłam probkę za 2$
- szczerze się cieszę, że wzięłam tylko próbkę. Użyłam kilka razy, ale naprawdę nie jestem w stanie zobaczyć żadnego efektu. Z Metamorphosis czy bez - moja cera wygląda dokładnie tak samo. Przeprowadziłam nawet test połówkowy

Z pewnością nie powtórzę zakupu.
- probka bronzera Pure Bronze w odcieniu Medium. Również tylko próbka za 2$
Testy i opinie na blogu niebawem


Na koniec małe porównanie (bez dogłębniejszych testów jeszcze oczywiście) Earthen Glow Minerals Night Time Botanical Treatment z Nocturnem.

opis produktu :
Earthen Glow Minerals - Night Time Botanical Treatment - puder z zawartością minerałów, witamin, ziół i innych składników pomocnych przy walce z trądzikową i zanieczyszczoną cerą, pomocny w walce z niedoskonałościami cery. Do stosowania na noc. Cena 6 albo 7,5$ (bo EGM nie może się zdecydować i ma ten produkt w dwóch kategoriach i w każdej z nich w innej cenie)
Aromaleigh - Nocturne Overnight Mineral Treatment - podobnie jak wyżej, z tym, że wg opinii klientek, ma działanie nieco szersze, a mianowicie - spłyca i rozjaśnia blizny i przebarwienia, wygładza cerę, nadaje cerze blasku, młodszego wyglądu, a nawet pomaga przy oparzeniach twarzy. Jeżeli wierzyć by tym recenzjom - to cud w pudełku, ale jako iż recenzje, recenzjami, to ja raczej sceptycznie podchodzę do nich i spróbuję przez kilka tygodni testować ten produkt, by wypowiezieć się o jego faktycznym działaniu.
Wg producenta - jedwabny puder z odżywczymi witaminami, ekstraktami ziołowymi i amino kwasami. Założenie- skóra nie ma tylko lepiej wyglądać, ma lepiej pracować. Do aplikacji na noc. Można stosować po nałożeniu ulubionego nawilżacza, po jego całkowitym wchłonięciu się. Cena 28$.
Wygląd
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to samo opakowanie. Nie ukrywam, iż czarne pudełeczko z różową etykietką wzbudza moją większą sympatię, aczkolwiek NTBT ma tą zaletę, że jest poręczniejsze i przez przezroczysty słoiczek widać dokładnie, ile jeszcze produktu zostało.
NTBT nakładałam w ten sposób, że odchylając głowę do tyłu i stukając delikatnie paznokciem w denko, wystukiwałam niewielką ilość proszku najpierw na czoło, a później na oba policzki, po czym rozprowadzałam to kolistymi ruchami na twarzy. Obawiam się, ze w przypadku Nocturna, może to być nieco trudniejsze, gdyż pojemniczek jest większy i przez to mniej łatwy w operowaniu.
Ale tak naprawdę jest to drobiazg, który nie przesądza oczywiście o niczym.
Co prawda poskąpiłam 4,5$ na gąbeczkę, którą można dokupić do Nocturna, ale wydawała mi się zbędna, zwłaszcza po przeczytaniu opinii, iż pochłania całkiem sporą ilość proszku. Tak więc - darowałam ją sobie i będę kombinować z innym sposobem aplikacji.
Zapach
W przypadku NTBT zapach jest dość mocno intensywny jak dla mnie i raczej z gatunku tych, za którymi nie przepadam, ale są na tyle znośne, że nie uprzykrzają mi stosowania kosmetyku. Poza tym charakterystyczny, lekko ziołowy zapach dość szybko znika, więc tym bardziej nie przeszkadza.
Wsadziłam nos w pudełko z Nocturnem i żadnego zapachu nie wyczuwam. Albo jest tak słaby, albo mój zmysł powonienia został przytępiony przez te wszystkie zapachy, jakich dzisiaj się nawąchałam w Sephorze :D
Wygląd, konsystencja
NTBT był dla mnie trudnym przeciwnikiem na początku naszej znajomości. Niby proszek, ale kompletnie niejednolity i początkowo nie mogłam znieść tych drobinek w nim siedzących i drapiących mnie za każdym razem, kiedy go używałam. Taki leciutki peeling i nie należało to do przyjemności, zwłaszcza na podrażnionej twarzy. Potem się do tego przyzwyczaiłam.
Zostawia matowe, płaskie wykończenie ( plus u mnie efekt córki młynarza, czyli jasna twarz jakby oprószona mąką, ale podejrzewam, że to zależy od karnacji)
Nocturne jest bardziej jednolity i lekki. Przy nakładaniu go również mam wrażenie większej aksamitności i delikatności. Brak całkowity tej chropowatości charakterystycznej dla produktu EGM.
NTBT wygląda jak jasnobeżowy grubo mielony puder, natomiast Nocturne przypomina bardziej puder rozświetlający, a nawet bronzer (z tym, że ja mam wersję tradycyjną, a pojawiła się już wersja Lite w jaśniejszym odcieniu i pozbawionym połysku). Mnóstwo w nim drobinek, które szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czemu mają służyć, jeżeli weźmiemy pod uwagę, iż jest to specyfik na noc. Podczas aplikacji całe paluchy świecą się niemiłosiernie i choć i tak trzeba je umyć, to po prostu nie rozumiem idei tego błyszczenia. Przynajmniej na razie :)
Na twarzy wygląda dość.. hmm.. ciekawie :) Taki leciutko brązowy całkiem spory glow z wyraźnymi świecącymi drobinkami. Efekt dość komiczny ...
Tyle na dzisiaj. O działaniu będę mogła się wypowiedzieć za jakiś czas. O ile NTBT miałam już okazję potestować jakiś czas i zaprzyjaźnić się z nim, o tyle Nocturn jest dla mnie całkowitą nowością i nie umiem go jeszcze ocenić.
Earthen Glow Minerals - Night Time Botanical Treatment - puder z zawartością minerałów, witamin, ziół i innych składników pomocnych przy walce z trądzikową i zanieczyszczoną cerą, pomocny w walce z niedoskonałościami cery. Do stosowania na noc. Cena 6 albo 7,5$ (bo EGM nie może się zdecydować i ma ten produkt w dwóch kategoriach i w każdej z nich w innej cenie)
Aromaleigh - Nocturne Overnight Mineral Treatment - podobnie jak wyżej, z tym, że wg opinii klientek, ma działanie nieco szersze, a mianowicie - spłyca i rozjaśnia blizny i przebarwienia, wygładza cerę, nadaje cerze blasku, młodszego wyglądu, a nawet pomaga przy oparzeniach twarzy. Jeżeli wierzyć by tym recenzjom - to cud w pudełku, ale jako iż recenzje, recenzjami, to ja raczej sceptycznie podchodzę do nich i spróbuję przez kilka tygodni testować ten produkt, by wypowiezieć się o jego faktycznym działaniu.
Wg producenta - jedwabny puder z odżywczymi witaminami, ekstraktami ziołowymi i amino kwasami. Założenie- skóra nie ma tylko lepiej wyglądać, ma lepiej pracować. Do aplikacji na noc. Można stosować po nałożeniu ulubionego nawilżacza, po jego całkowitym wchłonięciu się. Cena 28$.
Wygląd
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to samo opakowanie. Nie ukrywam, iż czarne pudełeczko z różową etykietką wzbudza moją większą sympatię, aczkolwiek NTBT ma tą zaletę, że jest poręczniejsze i przez przezroczysty słoiczek widać dokładnie, ile jeszcze produktu zostało.
NTBT nakładałam w ten sposób, że odchylając głowę do tyłu i stukając delikatnie paznokciem w denko, wystukiwałam niewielką ilość proszku najpierw na czoło, a później na oba policzki, po czym rozprowadzałam to kolistymi ruchami na twarzy. Obawiam się, ze w przypadku Nocturna, może to być nieco trudniejsze, gdyż pojemniczek jest większy i przez to mniej łatwy w operowaniu.
Ale tak naprawdę jest to drobiazg, który nie przesądza oczywiście o niczym.
Co prawda poskąpiłam 4,5$ na gąbeczkę, którą można dokupić do Nocturna, ale wydawała mi się zbędna, zwłaszcza po przeczytaniu opinii, iż pochłania całkiem sporą ilość proszku. Tak więc - darowałam ją sobie i będę kombinować z innym sposobem aplikacji.
Zapach
W przypadku NTBT zapach jest dość mocno intensywny jak dla mnie i raczej z gatunku tych, za którymi nie przepadam, ale są na tyle znośne, że nie uprzykrzają mi stosowania kosmetyku. Poza tym charakterystyczny, lekko ziołowy zapach dość szybko znika, więc tym bardziej nie przeszkadza.
Wsadziłam nos w pudełko z Nocturnem i żadnego zapachu nie wyczuwam. Albo jest tak słaby, albo mój zmysł powonienia został przytępiony przez te wszystkie zapachy, jakich dzisiaj się nawąchałam w Sephorze :D
Wygląd, konsystencja
NTBT był dla mnie trudnym przeciwnikiem na początku naszej znajomości. Niby proszek, ale kompletnie niejednolity i początkowo nie mogłam znieść tych drobinek w nim siedzących i drapiących mnie za każdym razem, kiedy go używałam. Taki leciutki peeling i nie należało to do przyjemności, zwłaszcza na podrażnionej twarzy. Potem się do tego przyzwyczaiłam.
Zostawia matowe, płaskie wykończenie ( plus u mnie efekt córki młynarza, czyli jasna twarz jakby oprószona mąką, ale podejrzewam, że to zależy od karnacji)
Nocturne jest bardziej jednolity i lekki. Przy nakładaniu go również mam wrażenie większej aksamitności i delikatności. Brak całkowity tej chropowatości charakterystycznej dla produktu EGM.
NTBT wygląda jak jasnobeżowy grubo mielony puder, natomiast Nocturne przypomina bardziej puder rozświetlający, a nawet bronzer (z tym, że ja mam wersję tradycyjną, a pojawiła się już wersja Lite w jaśniejszym odcieniu i pozbawionym połysku). Mnóstwo w nim drobinek, które szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czemu mają służyć, jeżeli weźmiemy pod uwagę, iż jest to specyfik na noc. Podczas aplikacji całe paluchy świecą się niemiłosiernie i choć i tak trzeba je umyć, to po prostu nie rozumiem idei tego błyszczenia. Przynajmniej na razie :)
Na twarzy wygląda dość.. hmm.. ciekawie :) Taki leciutko brązowy całkiem spory glow z wyraźnymi świecącymi drobinkami. Efekt dość komiczny ...
Tyle na dzisiaj. O działaniu będę mogła się wypowiedzieć za jakiś czas. O ile NTBT miałam już okazję potestować jakiś czas i zaprzyjaźnić się z nim, o tyle Nocturn jest dla mnie całkowitą nowością i nie umiem go jeszcze ocenić.